Nie wiem, dlaczego, ale nie mogę przestać o nim myśleć...
Ten jego słodki uśmiech szczególnie utkwił w mojej głowie. A to, że mnie odprowadził było takim miłym gestem.. I jeszcze to, jak powiedział do mnie Nina-chan. To wszystko było tak słodkie.. On był słodki... Yyh, o czym ja myślę?! Lepiej się nie łudzić.. Chwila.. ale co się ze mną dzieje?!
O, nie, nie, nie... To tylko impuls, do rana powinno mi przejść. I przejdzie, na pewno.
* * *
Szósta rano. Dzwoni telefon. Yumi. Któż by inny? Nikt nie wstaje tak wcześnie w wakacje, jak ona.
-Wstawaj, śpiochu! Zara do Ciebie wpadnę!
-Dupa Cię boli?! Wiesz, że wstaję o jedenastej. Idę spać dalej.
-Normalnie, jakbym słyszała Yutakę... Tylko się nie zdziw, że zrobię Ci pobudkę. On już to przecierpiał pięć minut temu.
-Mhm, SPAĆ!-rozłączyłam się.
Chyba ją pogięło, że wstanę tak wcześnie... Idę spać dalej.
* * *
Obudziłam się pół godziny później. Czułam, jakby ktoś mnie szarpał. Myślałam, że to sen, ale jednak nie.
Słowa Yumi stały się faktem. Zrobiła mi taką pobudkę że spadłam z łóżka. Leżałam tak na podłodze chyba z 5 minut, zanim Yumi zaczęła mnie podnosić. Widziała, że jej starania mają mierny rezultat, więc poszła do kuchni.
Wróciła, ale z czym? Z WIADREM PEŁNYM ZIMNEJ WODY! Bez ostrzeżenia chlusnęła mi w twarz zawartością.
Zamoczyła mi przy okazji cały dywan, na którym siedziałam.
Yutaka obserwował tą sytuację z wyraźnym przerażeniem. Jednak ja mogłam się tego po niej spodziewać. Taka ostateczność jest akurat w jej stylu.
Yumi poszła odnieść puste wiadro, a wróciła z suchym ręcznikiem i stosikiem kanapek, które zrobiła nam moja babcia. Następnie wyszła, zostawiając mnie i Yutakę w moim pokoju.
-I Ty nic jej nie powiesz? - wydusił z siebie Yutaka.
-A co mam mówić? To norma... - odpowiedziałam z obojętnością i nutą zupełnego opanowania.
-Norma? Chcesz mi powiedzieć, że to, co przed chwilą odstawiła moja kuzynka było normalne?! - zapytał bardziej już oburzony.
-Ta. Jeśli chodzi o nią, to tak. Nie ma się co dziwić.
-Nie znałem jej od tej strony...
-No widzisz...
Byłam tak zaspana... Nawet teraz chce mi się spać, i spać, i spać, do rana choćby.
-Ehm... I jak? Obserwowałaś dziś niebo tak, jak Ci to wczoraj powiedziałem? - zapytał po chwili przerwy.
-Tak... Było przepiękne! - odpowiedziałam bynajmniej z entuzjazmem.
-A nie mówiłem? - uśmiechnął się.
-Eee... Poczęstujesz się? - spytałam, wyciągając talerz z kanapkami w jego stronę.
-Dziękuję. - odpowiedział z uśmiechem i sięgnął po swoją.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, jedząc śniadanie.
Yumi dosyć długo nie wracała, ale to dla niej typowe. Ja naprawdę nie mam pojęcia, co jej jest... Zachowuje się ostatnio dość dziwnie... jak na siebie.
Przemyślenia przerwał mi telefon Yutaki.
-To Yumi. Pisze, że poszła na zakupy i nie będzie jej aż do szesnastej... Ciekawe, czemu tak długo... - odezwał się Yutaka.
-Ona zawsze mówi, że gdzieś idzie, a łazi i tak po całym mieście. Sama. Tak już jest chyba dziwnie "zaprogramowana". Nie bój się, tez jej czasem nie rozumiem. - powiedziałam.
-Hmm... Mam pomysł... Może pójdziemy na spacer? Chyba nie będziemy siedzieć w domu tyle godzin. - zaproponował.
-W sumie możemy. Tylko gdzie? - zapytałam.
-Przed siebie... - odpowiedział tajemniczo, uśmiechając się.
Spojrzałam w jego czarne oczy... i w nich utonęłam.
Nie mogłam przestać w nie patrzeć... Były takie głębokie... Do tego ten jego słodki, promienny uśmiech... Ygh.. Znowu zaczynam? Dobra, nie wiem, co się dzieje, ale muszę przestać... Wiem, że już - chociaż lekko - się zarumieniłam...
-Etto... Możesz na chwilę wyjść, Yutaka? - zapytałam lekko zawstydzona.
-A czemu?
-Chciałabym się przebrać... - odparłam znów z lekkim wstydem.
-A, jasne, pewnie, już, przepraszam. - odparł rumieniąc się - Czyli jednak idziemy? - uśmiechnął się.
-No pewnie - wyszczerzyłam się - Emm... - spojrzałam na drzwi.
-A, tak, gomene. - odparł znów się uśmiechając.
Wyszedł z pokoju. Pierwszy raz nie wiedziałam w co się ubrać. Na szczęście miałam jeszcze zestawienia od Yumi. W końcu wybrałam coś standardowego.
-Już mogę wejść? - usłyszałam zza drzwi.
-Hai! - krzyknęłam.
Wszedł do środka.
-Hm... Mam pytanie.
-Tak?
-Mogę Ci uczesać włosy?
-Ee.. no dobra - odpowiedziałam śmiejąc się.
Usiadł za mną na łóżku i zaczął eksperymentować z moimi włosami. Czułam coś dziwnego, nie wiem, jak to opisać... Przyjemne ciepło na duszy i uczucie szczęścia... ale nie takie zwyczajne... jakieś takie dziwne... Po prostu nie potrafię tego opisać, ale to uczucie mi się spodobało.
-Skończyłem! Spójrz. - podał mi lusterko.
-Jej, jakie śliczne. - powiedziałam, patrząc na dwa zaplecione nisko ''w kłos''warkoczyki.
-Odwróć się do mnie. - zażądał.
Spełniłam prośbę.
-Jak słodko wyglądasz! - wyszczerzył się w pięknym uśmiechu. W odpowiedzi uczyniłam to samo.
Znowu zaczęliśmy patrzeć sobie w oczy. To już wydaje mi się troszkę dziwne. Ale polubiłam patrzenie w jego piękne czarne oczy... Nawet bardzo.
-To jak? Idziemy się przejść? - spytał nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Pewnie, tylko masz już pomysł, gdzie możemy iść?
-Będziemy szli po prostu.. jak to się u Was mówi? Na spontana, w jakieś fajne miejsce.
-Dobra, zobaczymy, gdzie nas zaprowadzisz. - uśmiechnęłam się.
Gdy wyszliśmy z bloku, skierowaliśmy się w stronę parku, za którym skręciliśmy w jakąś uliczkę. Wtedy poczułam się lekko zdezorientowana, niezbyt wiedziałam, gdzie jesteśmy. Jeszcze tu chyba nie byłam. Jednak On prowadził dalej.
W końcu znaleźliśmy się na rozdrożu.
Nagle Yutaka stanął za mną, zasłonił mi oczy swoimi dłońmi i powiedział:
-A teraz, w która stronę mamy iść?
-Nic przecież nie widzę. - odparłam.
-O to chodzi. Pójdziemy tą drogą, którą wskażesz.
-Jesteś szalony! - powiedziałam przez śmiech.
-Może troszeczkę... - odparł Yutaka również się śmiejąc.
Byłam lekko rozbawiona i też zaintrygowana tą całą sytuacją, więc instynktownie wskazałam trzecią z pięciu ścieżek.
-Dobry wybór - szepnął mi do ucha, następnie cicho się śmiejąc.
-Nawet w takich sytuacjach kieruję się sercem i moim do tej pory niezawodnym instynktem. - odparłam.
-Zobaczmy więc, jakie miejsce wskazała nam Twoja intuicja. - powiedział z chyba nigdy nie znikającym z twarzy uśmiechem.
Podążaliśmy tą ścieżką, nie wiedząc, gdzie nas zaprowadzi. Przynajmniej ja nie wiedziałam...
Po półgodzinnym spacerze, naszym oczom ukazało się coś pięknego. Nie wiedziałam, że w mojej okolicy może znajdować się coś takiego!
-To... Czy to... - zaczęłam dukać poprzez zachwyt i zdziwienie.
-Tak, prawdziwy ogród japoński. - uśmiech nie znikał mu z twarzy.
-Tu... tu jest po prostu cudnie! - wydusiłam.
To miejsce było przepiękne. Naprawdę było się czym zachwycać. Piękna, kolorowa roślinność, wśród której nie mogły zostać pominięte drzewa wiśni. Małe, krystalicznie czyste strumyki, okalające je kamieniste brzegi, malutki wodospad w oddali.
Spacerowaliśmy po całym ogrodzie, upajając się jego pięknem.
Wreszcie, znaleźliśmy mały mostek, na którym usiedliśmy, patrząc w odbicie nieba pojawiające się na tafli wody.
-Widzisz? Twoja intuicja jest chyba jednak niezawodna. - odezwał się Yutaka z wyraźnym zadowoleniem w głosie.
Odpowiedziałam uśmiechem.
Siedzieliśmy tam dosyć długo, aż w końcu zaczęło się robić chłodno. Co, jak co, ale nie mogłam ukryć tego, że nieźle odczuwam tę zmianę temperatury, co Yutaka oczywiście zauważył.
-Zimno Ci? - spytał z powaga, ale i troską w głosie.
-T-troszeczkę... - odpowiedziałam lekko dygocząc.
-Troszeczkę? Cała się trzęsiesz! Eh.. Chodź.. - powiedział, przytulając mnie do siebie.
-Przepraszam, ale nie mam nawet czym Cię okryć. Nie chcę, żebyś zamarzła. - dodał.
-Nie... Nie przepraszaj... Nie musisz... - odpowiedziałam spokojnym tonem.
-Nie chciałem... Nie chciałem być niegrzeczny, czy coś...
-Nie martw się, nie przeszkadza mi to... - po tych słowach przycisnął mnie do siebie trochę mocniej.
-Może już zaczniemy wracać? Niedługo pewnie zacznie się ściemniać.
-Dobrze, wracajmy.
Wstaliśmy i zaczęliśmy kierować się w kierunku głównych ulic.
Całą drogę mnie obejmował. Nie ukrywam, podobało mi się to. Czułam się bezpiecznie. Czułam przyjemne ciepło na sercu. W końcu zaczęliśmy zbliżać się do mojego bloku, co niezbyt mnie ucieszyło. Nie chciałam się z nim rozstawać. Jeszcze nie.
-No... to chyba już jesteśmy na miejscu. - odezwał się z lekkim uśmiechem, gdy już staliśmy przed moim blokiem.
-Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. - powiedziałam z uśmiechem.
-Nie ma za co. Naprawdę, nie musisz dziękować. Lubię z Tobą spędzać czas. - odparł uśmiechając się szeroko.
-Dzięki, ja z Tobą tez dobrze się bawię. - rzekłam oblana lekkim rumieńcem.
Znowu to się stało. Znowu patrzeliśmy sobie w oczy w milczeniu.
Znów spuściłam wzrok. Wtedy zapytał"
-Nie jest Ci zimno? Znów zaczynasz się trząść. - jego oczom chyba nic nie umknie.
-Może trochę... - znowu odpowiedziałam skromnie.
Już nic więcej nie mówił. Po prostu zrobił krok do przodu, zbliżył się do mnie i ponownie przytulił mnie. Tym razem mocniej i pewniej. Wtuliłam się w Yutakę tak mocno, że słyszałam bicie jego serca. W jego objęciach znowu poczułam ten dziwny spokój, to dziwne, ale zarazem piękne uczucie. Polubiłam to. Bardzo.
-Tak trochę smutno się zrobiło... - odezwał się.
-Dlaczego? - spytałam cicho.
-Czas się pożegnać... - odpowiedział przygaszonym tonem.
-Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
-Ja także. - po tych słowach uwolnił uścisk. Zrobiłam to samo.
-A więc... - zaczął - Do jutra, Nina-chan.
-Mata ashita, Yutaka-kun. - odpowiedziałam z uśmiechem, próbując oddać japoński akcent.
Po moich słowach uśmiechnął się szeroko. Po jego oczach było widać zdziwienie. Pewnie się nie spodziewał, ze potrafię powiedzieć po japońsku chociażby jedno zdanie.
Weszłam do klatki, pobiegłam schodami do góry, wdarłam się do swojego mieszkania pędem, uprzednio otwierając zakluczone drzwi. Pobiegłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i włączyłam laptopa. Musiałam sprawdzić, czy przypadkiem na GG lub Skype nie ma Yumi. Owszem, była. Od razu do niej zadzwoniłam.
-Czego się nie odzywasz cały dzień, hmm?! I gdzie jest mój kuzyniak? - odebrała witając mnie tymi słowami.
-Mogłabym Cię zapytać o to samo. A Yutaka? Pewnie zaraz będzie na miejscu.
-Aha! Czyli jednak gdzieś razem wyszliście! - odparła entuzjastycznie.
-Czy Ty to zrobiłaś specjalnie? - domyśliłam się, o co tu chodzi.
-Nieee... Czysty przypadek!
Yumi nie umie kłamać. Wie doskonale, że nie przeoczyłam tego jej uśmieszku.
-Nie umiesz kłamać, wiesz?
-Hmm... Czekaj, idę pomóc mamie robić kolację. Dam Ci znać, kiedy Yutaka wróci. Paa! - rzekła Metyska rozłączając się.
Z nią się dogadać...
Zaczęłam się nudzić, więc wzięłam się za czytanie książki.
Po około pół godzinie, odezwał się mój telefon.
Sms od nieznanego numeru:
"Konban-wa!
Dziekuję za dziś. Mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy.
P.S.
Mogę zadzwonić?
Yutaka :3 "
A teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie.
Pomimo zdziwienia odpowiedziałam twierdząco.
Mój telefon zadzwonił po dosłownie trzydziestu sekundach od dostarczenia wiadomości. Początkowo bałam się odebrać. Niezbyt lubię rozmowy telefoniczne. Jakoś się przemogłam.
-Moshi, moshi. Yutaka desu. - przywitał mnie, po czym się zaśmiał.
-Nina desu. - po tych słowach również się zaśmiałam.
-Chciałem Ci tylko powiedzieć, że jeszcze raz dziękuję za dziś. - powiedział lekko przyciszonym głosem.
-O, to ja Ci dziękuję. Na pewno wiedziałeś, dokąd idziemy. To było specjalnie! - powiedziałam śmiejąc się.
-Ech.. No dobra, przyznaję. - przyznał się ze śmiechem - Ale jak się bawiłaś?
-Świetnie! Tylko jestem troszkę zmęczona.
-Oj. Może połóż się spać i odpocznij, nie będę Cię męczył.
-Hm, to mi chyba wyjdzie na dobre... Zaraz... Ty mnie nie męczysz, wręcz przeciwnie!
-Mam po prostu takie wrażenie. Dobrze, odpoczywaj.
-Dziękuję.
-Oyasuminasai, Nina-chan.
-Oyasuminasai, Yuk-kun.
-Miłej nocy.- powiedział śmiejąc się, po czym się rozłączył.
Yutaka jest naprawdę słodki i kochany. Taki opiekuńczy... Od początku sprawiał wrażenie... Ech, po prostu bardzo go polubiłam.
Z każdym dniem czuję, że chyba nawet za bardzo...



