Uwaga!
Na początek chcę powiedzieć, że nie będzie mnie cały weekend (kto wie czy nie dłużej), więc czwartą część mojego pierwszego opowiadania wstawiam dziś. Nie mam pojęcia, kiedy ukaże się następna.. ;__;Także, życzcie mi weny, bym wróciła do pisania z chęcią i nowymi pomysłami. :3
______________________________
Szliśmy nad jeziorem chyba z godzinę słuchając historii Yumi, która, jak zawsze starała się nas rozśmieszyć. Wychodziło jej to jak nikomu innemu, dosłownie pokładaliśmy się ze śmiechu. To nie istotne, że historie, które opowiadała, były zmyślone. My i tak ze wszystkiego się śmiejemy. Takie już z Yumi jesteśmy.Okazało się, że Yutaka też. Bardzo szybko zaczęłam się z nim dogadywać. Ogólnie, mimo to, że zamieniliśmy ze sobą może więcej, niż te kilka zdań, mam bardzo dobre pierwsze wrażenie. Ja od zawsze lubiłam Azjatów. To chyba przez Yumi. Koniec końców, przyjaźnimy się od przedszkola i od tego czasu zdążyłyśmy już na siebie wpłynąć i się zsynchronizować. I to nawet bardzo.Często mówimy te same rzeczy w tym samym czasie, mamy podobne zdanie na większość tematów, podobne gusta... Jesteśmy dla siebie jak siostry, chociaż obie jesteśmy jedynaczkami. Nigdy nie chciałyśmy prawdziwego rodzeństwa. Wolałyśmy być same...
* * *
Przyznam, ten spacerek nieco nam się przedłużył. Zapowiadało się na co najwyżej godzinę, może półtorej, a przeciągnęło się do czterech godzin, z czego mama Yumi nie była zadowolona, bo gdy wróciliśmy, było już późno. Gdy staliśmy w trójkę pod blokiem Yumi, szedł czas, by się pożegnać. Tradycyjnie przytuliłam się na pożegnanie z moją przyjaciółką, po czym weszła do klatki zostawiając mnie z Yutaką przy wejściu. Wiem, że zrobiła to specjalnie. Znałam ją na tyle długo i dobrze, że po prostu to wiedziałam.
- Piękne niebo będzie tej nocy... - wyrwał mnie z zamyślenia głos Yutaki spoglądającego na ciemniejące sklepienie - ... gwiazdy już się powoli pojawiają...
- Hmm... - zamruczałam pod nosem w odpowiedzi, również zapatrzona w górnym kierunku.
- Wyjdź o północy na balkon lub stań przy otwartym oknie, a sama się przekonasz. - powiedział, patrząc na mnie i uśmiechając się.
- Skoro tak mówisz... - odparłam również się szczerząc.
Patrzyliśmy tak sobie w oczy może około pięciu sekund, ale wydawały się one takie jakieś długie.
Spuściłam wzrok i wbiłam go w ziemię.
- Stało się coś? - zapytał Yutaka.
- Nie, nic, tylko... trochę późno już... ciemno się robi... chyba już będę leciała... - powiedziałam trochę zmieszana.
- O takiej porze chcesz wracać sama? - zapytał z troską i jednocześnie zdziwieniem w głosie.
- A mam jakieś inne wyjście? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- No wiesz... mógłbym Cię odprowadzić... jeśli nie masz nic przeciwko - zaoferował się.
- O, dziękuję..ehm..miło z Twojej strony. - przyjęłam propozycję z uśmiechem.
Zaczęliśmy iść w stronę mojego bloku. Po drodze cały czas rozmawialiśmy... o wszystkim i o niczym...
Odprowadził mnie pod samą klatkę.
- No, przynajmniej wiem już, gdzie mieszkasz. - zaśmiał się.
- Taa - odpowiedziałam również się śmiejąc.
-No to... dobranoc, Nina-chan... - pożegnał mnie tymi słowami i tym swoim słodkim uśmiechem.
- Dobranoc, Yutaka... I dziękuję... - też się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co, do jutra. - powiedział odchodząc.
Odprowadziłam go wzrokiem do ulicy.
Gdy znalazłam się w swoim pokoju, odezwał się mój telefon.
To była Yumi.
- Jesteś już w domu?
- Mhm. A co?
- Myślałam, że jeszcze gadasz z moim kuzynem. Wróciłaś sama?!
- Odprowadził mnie...
- Hoho, nieźle!
- No czo?
- Niczo, czymaj się, mordo.
- Do jutra - śmiałam się.
To dla niej typowe... Wypytywać, a potem szybko kończyć rozmowę.
Leżałam około dwudziestu minut i myślałam...
Zegar wybił północ.
Przypomniały mi się słowa Yutaki, więc wyszłam na balkon. Miał rację.
Dzisiejsze rozgwieżdżone niebo było przepiękne..
Pisz dalej . :D
OdpowiedzUsuńNiech wena w końcu do mnie przyjdzie, a napiszę xD
Usuń