Szukaj na tym blogu

wtorek, 5 listopada 2013

"Changed" cz.5


Tak długo siedziałam na tym balkonie, podziwiając gwiazdy... W końcu zmarznięta prześlizgnęłam się do swojego pokoju. Jednak nie mogłam zasnąć, całą noc tylko leżałam i myślałam... Moje myśli zaprzątał Yutaka...
Nie wiem, dlaczego, ale nie mogę przestać o nim myśleć...
Ten jego słodki uśmiech szczególnie utkwił w mojej głowie. A to, że mnie odprowadził było takim miłym gestem.. I jeszcze to, jak powiedział do mnie Nina-chan. To wszystko było tak słodkie.. On był słodki... Yyh, o czym ja myślę?! Lepiej się nie łudzić.. Chwila.. ale co się ze mną dzieje?!
O, nie, nie, nie... To tylko impuls, do rana powinno mi przejść. I przejdzie, na pewno.

                                     *       *       *

Szósta rano. Dzwoni telefon. Yumi. Któż by inny? Nikt nie wstaje tak wcześnie w wakacje, jak ona.

-Wstawaj, śpiochu! Zara do Ciebie wpadnę!

-Dupa Cię boli?! Wiesz, że wstaję o jedenastej. Idę spać dalej.

-Normalnie, jakbym słyszała Yutakę... Tylko się nie zdziw, że zrobię Ci pobudkę. On już to przecierpiał pięć minut temu.

-Mhm, SPAĆ!-rozłączyłam się.

Chyba ją pogięło, że wstanę tak wcześnie... Idę spać dalej.

                                     *        *        *

Obudziłam się pół godziny później. Czułam, jakby ktoś mnie szarpał. Myślałam, że to sen, ale jednak nie.
Słowa Yumi stały się faktem. Zrobiła mi taką pobudkę że spadłam z łóżka. Leżałam tak na podłodze chyba z 5 minut, zanim Yumi zaczęła mnie podnosić. Widziała, że jej starania mają mierny rezultat, więc poszła do kuchni.
Wróciła, ale z czym? Z WIADREM PEŁNYM ZIMNEJ WODY! Bez ostrzeżenia chlusnęła mi w twarz zawartością.
Zamoczyła mi przy okazji cały dywan, na którym siedziałam.
Yutaka obserwował tą sytuację z wyraźnym przerażeniem. Jednak ja mogłam się tego po niej spodziewać. Taka ostateczność jest akurat w jej stylu.
Yumi poszła odnieść puste wiadro, a wróciła z suchym ręcznikiem i stosikiem kanapek, które zrobiła nam moja babcia. Następnie wyszła, zostawiając mnie i Yutakę w moim pokoju.

-I Ty nic jej nie powiesz? - wydusił z siebie Yutaka.

-A co mam mówić? To norma... - odpowiedziałam z obojętnością i nutą zupełnego opanowania.

-Norma? Chcesz mi powiedzieć, że to, co przed chwilą odstawiła moja kuzynka było normalne?! - zapytał bardziej już oburzony.

-Ta. Jeśli chodzi o nią, to tak. Nie ma się co dziwić.

-Nie znałem jej od tej strony...

-No widzisz...

Byłam tak zaspana... Nawet teraz chce mi się spać, i spać, i spać, do rana choćby.

-Ehm... I jak? Obserwowałaś dziś niebo tak, jak Ci to wczoraj powiedziałem? - zapytał po chwili przerwy.

-Tak... Było przepiękne! - odpowiedziałam bynajmniej z entuzjazmem.

-A nie mówiłem? - uśmiechnął się.

-Eee... Poczęstujesz się? - spytałam, wyciągając talerz z kanapkami w jego stronę.

-Dziękuję. - odpowiedział z uśmiechem i sięgnął po swoją.

Siedzieliśmy chwilę w ciszy, jedząc śniadanie.
Yumi dosyć długo nie wracała, ale to dla niej typowe. Ja naprawdę nie mam pojęcia, co jej jest... Zachowuje się ostatnio dość dziwnie... jak na siebie.
Przemyślenia przerwał mi telefon Yutaki.

-To Yumi. Pisze, że poszła na zakupy i nie będzie jej aż do szesnastej... Ciekawe, czemu tak długo... - odezwał się Yutaka.

-Ona zawsze mówi, że gdzieś idzie, a łazi i tak po całym mieście. Sama. Tak już jest chyba dziwnie "zaprogramowana". Nie bój się, tez jej czasem nie rozumiem. - powiedziałam.

-Hmm... Mam pomysł... Może pójdziemy na spacer? Chyba nie będziemy siedzieć w domu tyle godzin. - zaproponował.

-W sumie możemy. Tylko gdzie? - zapytałam.

-Przed siebie... - odpowiedział tajemniczo, uśmiechając się.

Spojrzałam w jego czarne oczy... i w nich utonęłam.
Nie mogłam przestać w nie patrzeć... Były takie głębokie... Do tego ten jego słodki, promienny uśmiech... Ygh.. Znowu zaczynam? Dobra, nie wiem, co się dzieje, ale muszę przestać... Wiem, że już - chociaż lekko - się zarumieniłam...

-Etto... Możesz na chwilę wyjść, Yutaka? - zapytałam lekko zawstydzona.

-A czemu?

-Chciałabym się przebrać... - odparłam znów z lekkim wstydem.

-A, jasne, pewnie, już, przepraszam. - odparł rumieniąc się - Czyli jednak idziemy? - uśmiechnął się.

-No pewnie - wyszczerzyłam się - Emm... - spojrzałam na drzwi.

-A, tak, gomene. - odparł znów się uśmiechając.

Wyszedł z pokoju. Pierwszy raz nie wiedziałam w co się ubrać. Na szczęście miałam jeszcze zestawienia od Yumi. W końcu wybrałam coś standardowego.

-Już mogę wejść? - usłyszałam zza drzwi.

-Hai! - krzyknęłam.

Wszedł do środka.

-Hm... Mam pytanie.

-Tak?

-Mogę Ci uczesać włosy?

-Ee.. no dobra - odpowiedziałam śmiejąc się.

Usiadł za mną na łóżku i zaczął eksperymentować z moimi włosami. Czułam coś dziwnego, nie wiem, jak to opisać... Przyjemne ciepło na duszy i uczucie szczęścia... ale nie takie zwyczajne... jakieś takie dziwne... Po prostu nie potrafię tego opisać, ale to uczucie mi się spodobało.

-Skończyłem! Spójrz. - podał mi lusterko.

-Jej, jakie śliczne. - powiedziałam, patrząc na dwa zaplecione nisko ''w kłos''warkoczyki.

-Odwróć się do mnie. - zażądał.

Spełniłam prośbę.

-Jak słodko wyglądasz! - wyszczerzył się w pięknym uśmiechu. W odpowiedzi uczyniłam to samo.

Znowu zaczęliśmy patrzeć sobie w oczy. To już wydaje mi się troszkę dziwne. Ale polubiłam patrzenie w jego piękne czarne oczy... Nawet bardzo.

-To jak? Idziemy się przejść? - spytał nie spuszczając ze mnie wzroku.

-Pewnie, tylko masz już pomysł, gdzie możemy iść?

-Będziemy szli po prostu.. jak to się u Was mówi? Na spontana, w jakieś fajne miejsce.

-Dobra, zobaczymy, gdzie nas zaprowadzisz. - uśmiechnęłam się.

Gdy wyszliśmy z bloku, skierowaliśmy się w stronę parku, za którym skręciliśmy w jakąś uliczkę. Wtedy poczułam się lekko zdezorientowana, niezbyt wiedziałam, gdzie jesteśmy. Jeszcze tu chyba nie byłam. Jednak On prowadził dalej.
W końcu znaleźliśmy się na rozdrożu.
Nagle Yutaka stanął za mną, zasłonił mi oczy swoimi dłońmi i powiedział:

-A teraz, w która stronę mamy iść?

-Nic przecież nie widzę. - odparłam.

-O to chodzi. Pójdziemy tą drogą, którą wskażesz.

-Jesteś szalony! - powiedziałam przez śmiech.

-Może troszeczkę... - odparł Yutaka również się śmiejąc.

Byłam lekko rozbawiona i też zaintrygowana tą całą sytuacją, więc instynktownie wskazałam trzecią z pięciu ścieżek.

-Dobry wybór - szepnął mi do ucha, następnie cicho się śmiejąc.

-Nawet w takich sytuacjach kieruję się sercem i moim do tej pory niezawodnym instynktem. - odparłam.

-Zobaczmy więc, jakie miejsce wskazała nam Twoja intuicja. - powiedział z chyba nigdy nie znikającym z twarzy uśmiechem.

Podążaliśmy tą ścieżką, nie wiedząc, gdzie nas zaprowadzi. Przynajmniej ja nie wiedziałam...

Po półgodzinnym spacerze, naszym oczom ukazało się coś pięknego. Nie wiedziałam, że w mojej okolicy może znajdować się coś takiego!

-To... Czy to... - zaczęłam dukać poprzez zachwyt i zdziwienie.

-Tak, prawdziwy ogród japoński. - uśmiech nie znikał mu z twarzy.

-Tu... tu jest po prostu cudnie! - wydusiłam.

To miejsce było przepiękne. Naprawdę było się czym zachwycać. Piękna, kolorowa roślinność, wśród której nie mogły zostać pominięte drzewa wiśni. Małe, krystalicznie czyste strumyki, okalające je kamieniste brzegi, malutki wodospad w oddali.
Spacerowaliśmy po całym ogrodzie, upajając się jego pięknem.
Wreszcie, znaleźliśmy mały mostek, na którym usiedliśmy, patrząc w odbicie nieba pojawiające się na tafli wody.

-Widzisz? Twoja intuicja jest chyba jednak niezawodna. - odezwał się Yutaka z wyraźnym zadowoleniem w głosie.

Odpowiedziałam uśmiechem.

Siedzieliśmy tam dosyć długo, aż w końcu zaczęło się robić chłodno. Co, jak co, ale nie mogłam ukryć tego, że nieźle odczuwam tę zmianę temperatury, co Yutaka oczywiście zauważył.

-Zimno Ci? - spytał z powaga, ale i troską w głosie.

-T-troszeczkę... - odpowiedziałam lekko dygocząc.

-Troszeczkę? Cała się trzęsiesz! Eh.. Chodź.. - powiedział, przytulając mnie do siebie.

-Przepraszam, ale nie mam nawet czym Cię okryć. Nie chcę, żebyś zamarzła. - dodał.

-Nie... Nie przepraszaj... Nie musisz... - odpowiedziałam spokojnym tonem.

-Nie chciałem... Nie chciałem być niegrzeczny, czy coś...

-Nie martw się, nie przeszkadza mi to... - po tych słowach przycisnął mnie do siebie trochę mocniej.

-Może już zaczniemy wracać? Niedługo pewnie zacznie się ściemniać.

-Dobrze, wracajmy.

Wstaliśmy i zaczęliśmy kierować się w kierunku głównych ulic.

Całą drogę mnie obejmował. Nie ukrywam, podobało mi się to. Czułam się bezpiecznie. Czułam przyjemne ciepło na sercu. W końcu zaczęliśmy zbliżać się do mojego bloku, co niezbyt mnie ucieszyło. Nie chciałam się z nim rozstawać. Jeszcze nie.

-No... to chyba już jesteśmy na miejscu. - odezwał się z lekkim uśmiechem, gdy już staliśmy przed moim blokiem.

-Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. - powiedziałam z uśmiechem.

-Nie ma za co. Naprawdę, nie musisz dziękować. Lubię z Tobą spędzać czas. - odparł uśmiechając się szeroko.

-Dzięki, ja z Tobą tez dobrze się bawię. - rzekłam oblana lekkim rumieńcem.

Znowu to się stało. Znowu patrzeliśmy sobie w oczy w milczeniu.
Znów spuściłam wzrok. Wtedy zapytał"

-Nie jest Ci zimno? Znów zaczynasz się trząść. - jego oczom chyba nic nie umknie.

-Może trochę... - znowu odpowiedziałam skromnie.

Już nic więcej nie mówił. Po prostu zrobił krok do przodu, zbliżył się do mnie i ponownie przytulił mnie. Tym razem mocniej i pewniej. Wtuliłam się w Yutakę tak mocno, że słyszałam bicie jego serca. W jego objęciach znowu poczułam ten dziwny spokój, to dziwne, ale zarazem piękne uczucie. Polubiłam to. Bardzo.

-Tak trochę smutno się zrobiło... - odezwał się.

-Dlaczego? - spytałam cicho.

-Czas się pożegnać... - odpowiedział przygaszonym tonem.

-Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.

-Ja także. - po tych słowach uwolnił uścisk. Zrobiłam to samo.

-A więc... - zaczął - Do jutra, Nina-chan.

-Mata ashita, Yutaka-kun. - odpowiedziałam z uśmiechem, próbując oddać japoński akcent.

Po moich słowach uśmiechnął się szeroko. Po jego oczach było widać zdziwienie. Pewnie się nie spodziewał, ze potrafię powiedzieć po japońsku chociażby jedno zdanie.

Weszłam do klatki, pobiegłam schodami do góry, wdarłam się do swojego mieszkania pędem, uprzednio otwierając zakluczone drzwi. Pobiegłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i włączyłam laptopa. Musiałam sprawdzić, czy przypadkiem na GG lub Skype nie ma Yumi. Owszem, była. Od razu do niej zadzwoniłam.

-Czego się nie odzywasz cały dzień, hmm?! I gdzie jest mój kuzyniak? - odebrała witając mnie tymi słowami.

-Mogłabym Cię zapytać o to samo. A Yutaka? Pewnie zaraz będzie na miejscu.

-Aha! Czyli jednak gdzieś razem wyszliście! - odparła entuzjastycznie.

-Czy Ty to zrobiłaś specjalnie? - domyśliłam się, o co tu chodzi.

-Nieee... Czysty przypadek!

Yumi nie umie kłamać. Wie doskonale, że nie przeoczyłam tego jej uśmieszku.

-Nie umiesz kłamać, wiesz?

-Hmm... Czekaj, idę pomóc mamie robić kolację. Dam Ci znać, kiedy Yutaka wróci. Paa! - rzekła Metyska rozłączając się.

Z nią się dogadać...

Zaczęłam się nudzić, więc wzięłam się za czytanie książki.
Po około pół godzinie, odezwał się mój telefon.
Sms od nieznanego numeru:

"Konban-wa!
Dziekuję za dziś. Mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy.
P.S.
Mogę zadzwonić?
Yutaka :3 "

A teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie.
Pomimo zdziwienia odpowiedziałam twierdząco.
Mój telefon zadzwonił po dosłownie trzydziestu sekundach od dostarczenia wiadomości. Początkowo bałam się odebrać. Niezbyt lubię rozmowy telefoniczne. Jakoś się przemogłam.

-Moshi, moshi. Yutaka desu. - przywitał mnie, po czym się zaśmiał.

-Nina desu. - po tych słowach również się zaśmiałam.

-Chciałem Ci tylko powiedzieć, że jeszcze raz dziękuję za dziś. - powiedział lekko przyciszonym głosem.

-O, to ja Ci dziękuję. Na pewno wiedziałeś, dokąd idziemy. To było specjalnie! - powiedziałam śmiejąc się.

-Ech.. No dobra, przyznaję. - przyznał się ze śmiechem - Ale jak się bawiłaś?

-Świetnie! Tylko jestem troszkę zmęczona.

-Oj. Może połóż się spać i odpocznij, nie będę Cię męczył.

-Hm, to mi chyba wyjdzie na dobre... Zaraz... Ty mnie nie męczysz, wręcz przeciwnie!

-Mam po prostu takie wrażenie. Dobrze, odpoczywaj.

-Dziękuję.

-Oyasuminasai, Nina-chan.

-Oyasuminasai, Yuk-kun.

-Miłej nocy.- powiedział śmiejąc się, po czym się rozłączył.

Yutaka jest naprawdę słodki i kochany. Taki opiekuńczy... Od początku sprawiał wrażenie... Ech, po prostu bardzo go polubiłam.

Z każdym dniem czuję, że chyba nawet za bardzo
...


niedziela, 3 listopada 2013

5 cz. opowiadania IN PROGRESS

No to się niedługo doczekacie XD
Bo... już PRAWIE KOŃCZĘ 5 CZĘŚĆ MEGO OPOWIADANIA XD
Ta, od sierpnia już ją kończę XDDD
Ale teraz, mam chwilkę czasu, więc biorę się do roboty ;D

sobota, 19 października 2013

Moje dzieło XD


W związku z tym, że wstawiam na tego bloga nie tylko swoje opowiadania, ale i rysunki itp., pokażę Wam, nad czym siedziałam ponad 12 godzin. XD
Wiem, nie udało mi się ;______;

Kai z the GazettE
perkusista/lider

:3

czwartek, 17 października 2013

Gomene ;__;


Konnichi-wa, minna! :3
Chcę przeprosić za przerwę w pisaniu, ale mam ostatnio nawał wszystkiego i  ledwo się z tym wszystkim wyrabiam ;_______; .
Ale powiem tak: 5 część opowiadania in progress. :3
Będzie ona dłuższa niż inne, z racji tej, że teraz rzadziej wchodzę na bloga i mam strasznie mało czasu i weny na dalsze pisanie ;_;
Jeszcze raz, gome ;^;

Mam nadzieję, że mi wybaczycie :''3.

piątek, 23 sierpnia 2013

"Changed" cz.4

Uwaga!
Na początek chcę powiedzieć, że nie będzie mnie cały weekend (kto wie czy nie dłużej), więc czwartą część mojego pierwszego opowiadania wstawiam dziś. Nie mam pojęcia, kiedy ukaże się następna.. ;__;
Także, życzcie mi weny, bym wróciła do pisania z chęcią i nowymi pomysłami. :3

                             ______________________________

Szliśmy nad jeziorem chyba z godzinę słuchając historii Yumi, która, jak zawsze starała się nas rozśmieszyć. Wychodziło jej to jak nikomu innemu, dosłownie pokładaliśmy się ze śmiechu. To nie istotne, że historie, które opowiadała, były zmyślone. My i tak ze wszystkiego się śmiejemy. Takie już z Yumi jesteśmy.
Okazało się, że Yutaka też. Bardzo szybko zaczęłam się z nim dogadywać. Ogólnie, mimo to, że zamieniliśmy ze sobą może więcej, niż te kilka zdań, mam bardzo dobre pierwsze wrażenie. Ja od zawsze lubiłam Azjatów. To chyba przez Yumi. Koniec końców, przyjaźnimy się od przedszkola i od tego czasu zdążyłyśmy już na siebie wpłynąć i się zsynchronizować. I to nawet bardzo.Często mówimy te same rzeczy w tym samym czasie, mamy podobne zdanie na większość tematów, podobne gusta... Jesteśmy dla siebie jak siostry, chociaż obie jesteśmy jedynaczkami. Nigdy nie chciałyśmy prawdziwego rodzeństwa. Wolałyśmy być same...
                                                   *   *   *
Przyznam, ten spacerek nieco nam się przedłużył. Zapowiadało się na co najwyżej godzinę, może półtorej, a przeciągnęło się do czterech godzin, z czego mama Yumi nie była zadowolona, bo gdy wróciliśmy, było już późno. Gdy staliśmy w trójkę pod blokiem Yumi, szedł czas, by się pożegnać. Tradycyjnie przytuliłam się na pożegnanie z moją przyjaciółką, po czym weszła do klatki zostawiając mnie z Yutaką przy wejściu. Wiem, że zrobiła to specjalnie. Znałam ją na tyle długo i dobrze, że po prostu to wiedziałam.

- Piękne niebo będzie tej nocy... - wyrwał mnie z zamyślenia głos Yutaki spoglądającego na ciemniejące sklepienie - ... gwiazdy już się powoli pojawiają...

- Hmm... - zamruczałam pod nosem w odpowiedzi, również zapatrzona w górnym kierunku.

- Wyjdź o północy na balkon lub stań przy otwartym oknie, a sama się przekonasz. - powiedział, patrząc na mnie i uśmiechając się.

- Skoro tak mówisz... - odparłam również się szczerząc.

Patrzyliśmy tak sobie w oczy może około pięciu sekund, ale wydawały się one takie jakieś długie.
Spuściłam wzrok i wbiłam go w ziemię.

- Stało się coś? - zapytał Yutaka.

- Nie, nic, tylko... trochę późno już... ciemno się robi... chyba już będę leciała... - powiedziałam trochę zmieszana.

- O takiej porze chcesz wracać sama? - zapytał z troską i jednocześnie zdziwieniem w głosie.

- A mam jakieś inne wyjście? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

- No wiesz... mógłbym Cię odprowadzić... jeśli nie masz nic przeciwko - zaoferował się.

- O, dziękuję..ehm..miło z Twojej strony. - przyjęłam propozycję z uśmiechem.

Zaczęliśmy iść w stronę mojego bloku. Po drodze cały czas rozmawialiśmy... o wszystkim i o niczym...
Odprowadził mnie pod samą klatkę.

- No, przynajmniej wiem już, gdzie mieszkasz. - zaśmiał się.

- Taa - odpowiedziałam również się śmiejąc.

-No to... dobranoc, Nina-chan... - pożegnał mnie tymi słowami i tym swoim słodkim uśmiechem.

- Dobranoc, Yutaka... I dziękuję... - też się uśmiechnęłam.

- Nie ma za co, do jutra. - powiedział odchodząc.

Odprowadziłam go wzrokiem do ulicy.

Gdy znalazłam się w swoim pokoju, odezwał się mój telefon.
To była Yumi.

- Jesteś już w domu?

- Mhm. A co?

- Myślałam, że jeszcze gadasz z moim kuzynem. Wróciłaś sama?!

- Odprowadził mnie...

- Hoho, nieźle!

- No czo?

- Niczo, czymaj się, mordo.

- Do jutra - śmiałam się.

To dla niej typowe... Wypytywać, a potem szybko kończyć rozmowę.
Leżałam około dwudziestu minut i myślałam...
Zegar wybił północ.
Przypomniały mi się słowa Yutaki, więc wyszłam na balkon. Miał rację.
Dzisiejsze rozgwieżdżone niebo było przepiękne..


czwartek, 22 sierpnia 2013

"Changed" cz.3

Siedziałyśmy tak na ławce i czytałyśmy yaoice chyba ze czterdzieści minut. W końcu pani Klara wróciła spóźniona do domu. Mogłyśmy siedzieć na jej wygodnym łóżku, a nie twardej, drewnianej ławce.
Nagle zadzwonił telefon Yumi. Rozmawiała z kimś po japońsku, więc dużo to ja nie rozumiałam.
Gdy zakończyła rozmowę, spytałam, kto dzwonił, a w odpowiedzi dostałam:
- Nieważne. Z resztą sama za niedługo zobaczysz. - wypowiedziane ponownie z tym jej dziwnym uśmieszkiem.
Na zaspokojenie mojej ciekawości nie musiałam czekać aż tak długo, jak na powrót pani Klary do domu.
Gdy telefon Yumi ponownie się odezwał (tym razem na sms'a), zeszłyśmy na dół, przed blok. Wtedy powiedziała mi chociaż gdzie idziemy. Otóż kierowałyśmy się w stronę parku. Jak się okazało, czekał tam na nas jakiś Azjata. Yumi zaczęła z nim rozmawiać w swoim ojczystym języku, wplątując w tę konwersację kilka razy moje imię, przez co jeszcze dziwniej się czułam.
Kiedy skończyli, młody Japończyk podszedł do mnie i przedstawił mi się:
- Cześć, mam na imię Yutaka, a Ty?
- Ehm... Nina. Mam na imię Nina. - odparłam zaskoczona.
- Miło mi Cię poznać. - powiedział uśmiechając się przy tym słodko.
Byłam tak zaskoczona tym, iż Yutaka mówi po polsku tak dobrze, że odpowiedziałam mu tylko nieśmiałym uśmiechem.
- Yutaka to mój kuzyn. Jest siostrzeńcem mojego taty. Polskiego uczyła go babcia, która wcześniej pobierała lekcje od mojej mamy razem z jego dwoma starszymi braćmi. Kouyou i Tomoya są bliźniakami i mają około... hm... dwudziestu czterech lat. - opowiedziała Yumi - No, to tyle. Gdzie teraz pójdziemy?
- Hm... Może przejdziemy się nad jeziorem? - zaproponowałam.
- Ja bardzo chętnie. - odpowiedział Yutaka znów tak słodko się uśmiechając.
- Oboje dobrze wiecie, że nie przepadam za spacerami nad tym jeziorem, no, ale dobra, dla Was zrobię ten wyjątek. - odparła Yumi.

Uśmiechnęliśmy się z Yutaką do siebie.

"Changed" cz.2

Zadzwonił dzwonek do drzwi. To była Yumi.
Byłam jeszcze w piżamie, ale otworzyłam drzwi. Na ten widok nie zareagowała jednak pozytywnie. Przynajmniej ton jej głosu był niezadowolony. Spodziewała się mnie wyszykowanej, a nie zaspanej, w piżamie i potarganych włosach.
Wtargnęła mi do mieszkania nawet nie wiem kiedy, taka byłam roztrzepana. Nie kontaktowałam zupełnie. Powyciągała mi prawie wszystkie ubrania z szafy w moim pokoju, z których potem wybierała i zestawiała je ze sobą. Kazała mi w tym czasie iść do łazienki i się ogarnąć. Zrobiłam to, po czym wróciłam do pokoju, który nie przypominał już mojego pokoju, a raczej magazyn. Wszystko było porozrzucane, po prostu chaos.
Yumi stworzyła kilka zestawów po czym każdy kazała mi założyć i pokazać się jej w nim. W końcu kazała mi zostać w ostatnim. Nie było w nim nic szczególnego, zwykły codzienny ubiór. Posadziła mnie na fotelu, przyniosła kosmetyczkę, po czym zaczęła eksperymentować z moją twarzą i kosmetykami. Włosy lekko zakręciła lokówką. Pytałam, po co robi to wszystko, na co odpowiedziała mi:
- Zobaczysz później.
Naprawdę nie ogarniałam jej zachowania, ani w jakim celu to robiła. Byłam jeszcze chyba zaspana.
Poleciła mi, abym napisała kartkę do mamy informującą o tym, że spędzam dzisiejszy dzień u Yumi i zostawiła ją na stole.
Poczęstowałam ją moim ciastem, które wczoraj robiłam, wypiłyśmy kawę, gadałyśmy, po czym wyszłyśmy z mojego mieszkania, zamykając uprzednio drzwi na klucz i chowając go pod wycieraczką. Nawet podczas tej rozmowy przy kawie nie chciała mi powiedzieć, co knuje.
Szłyśmy do niej na około, wąskimi uliczkami. W końcu, usiadłyśmy na ławce przy bloku, w którym mieszkała. Wtedy znów się odezwałam:
- Yumi, możesz mi powiedzieć, co wymyśliłaś? I dlaczego tutaj siedzimy? Z tego, co mówiłaś, miałyśmy iść do Ciebie. - zapytałam jeszcze ziewając.
- Nina, spokojnie, pójdziemy do mnie, kiedy mama wróci z pracy. Poczekaj jeszcze około dwudziestu minut. Wytrzymasz? - odparła z dziwnym uśmieszkiem.
- No dobra, ale wiesz, że boję się Twojego chorego umysłu. - zaśmiałam się.
- Wiem. - odpowiedziała również ze śmiechem - Poza tym, kto to mówi? Sama masz bardziej spaczony umysł ode mnie. - znów się śmiała.
- Może... - zaśmiałam się ponownie.
- Mam pomysł... Pooglądamy yaoi? - zapytała po chwili ciszy.
- ... Czoo? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Możemy albo pooglądać yaoi, albo poczytać fanfiction. Zapomniałaś, że mam darmowy internet w telefonie?
- No tak... Dobra, to wybierz coś. - odpowiedziałam.
                                         .     .     .
 


środa, 21 sierpnia 2013

"Changed" cz.1



To zaczynamy moje opowiadanie. Hope you all like it ;3

Ten dzień zaczął się jak każdy inny... Biorąc pod uwagę to, że większość moich dni w czasie wakacji, weekendów czy innego wolnego od szkoły rozpoczyna się około godziny jedenastej lub dwunastej. Właściwie moim porankiem jest wtedy południe, jego okolice. Tutaj, w tym mieście, na tym osiedlu, w moim życiu... Wszystko jest normalne i zwyczajne. No dobrze, prawie wszystko, bo moja osobowość już sama w sobie jest trochę jakby dziwna... Każdy dzień był przepełniony nudą, nijakością, po prostu nic ciekawego się w moim życiu nie działo.
Moja przyjaciółka Yumi miała to dzisiaj zmienić. Niby zmienić... Nie mam pojęcia, co ona planuje, ale mówiła, że to będzie niespodzianka i że to mnie wyciągnie z tej koleiny.
Yumi, odkąd ją poznałam i odkąd się z nią przyjaźnię, zawsze się o mnie martwiła, troszczyła, chciała jak najlepiej.
Yumi to miła, słodka i przyjacielska dziewczyna. Tak można o niej powiedzieć po kilku spotkaniach i rozmowach. Jednak gdy się tak z nią przyjaźnić kilka dobrych lat, śmiało można dorzucić trochę innych określeń, takich jak: szalona, sprytna, trochę leniwa, wrażliwa i zabawna. Właściwie mówią nam, że jesteśmy do siebie podobne. Co prawda, nie z wyglądu, ale z charakteru. Chyba między innymi dlatego tak dobrze się dogadujemy i rozumiemy. Z charakteru jak dwie krople wody, natomiast z wyglądu już nie takie podobne. Yumi urodziła się w Japonii, a w wieku niespełna 2 lat zamieszkała z rodzicami tutaj, w Polsce.
Ojciec Yumi - Tanaka - jest Japończykiem, a jej mama - Klara - Polką. Z tego, co opowiadała mi pani Klara, poznali się, gdy ta wyjechała po ukończeniu studiów do Japonii i tam mieszkała. Wiadomo, po studiach z japonistyki musiała coś robić w tym kierunku. Uczyła dzieci i wnuki sąsiadów języka polskiego, za co jej płacono. Podczas jednej z lekcji w mieszkaniu sąsiadki, wrócił po pracy jej syn. To właśnie Tanaka był synem pani Suzuki, sąsiadki pani Klary. Tanaka wszedł do mieszkania, podczas gdy Klara prowadziła lekcję z jego dwoma siostrzeńcami. To było ich pierwsze spotkanie. Po skończonej lekcji Tanaka nadal przyglądał się Klarze z zainteresowaniem. Gdy ta już powoli dopijała herbatę z zamiarem opuszczenia mieszkania i pożegnania się wcześniej z zamieszkującą go rodziną, Tanaka podszedł do niej i zaczęli rozmowę. W taki sposób spotykali się prawie każdego dnia.
Jak można się już spodziewać, ta znajomość przerodziła się w miłość, której owocem była Yumi, moja - jak się z upływem lat okazało - najlepsza przyjaciółka.
Yumi płynnie mówi zarówno po japońsku, jak i po polsku, czego jej zazdroszczę. Też chciałabym umieć mówić i pisać po japońsku równie dobrze, jak ona. Chciałabym, ponieważ interesuję się Japonią i tym, co z nią związane, głównie dzięki Yumi. Gdybym jej nie poznała, moje życie byłoby jeszcze bardziej szare, nijakie, polskie, bez wyrazu... Ona mi je pokolorowała i otworzyła oczy na inną, wtedy zupełnie nieznaną mi kulturę.
Mnie ciągle gryzie ciekawość, co Yumi dla mnie dzisiaj przygotowała. Bo niby co takiego miało mnie oderwać od zwykłego życia? Nie mam pojęcia, ale znając umysł Yumi, to musi być coś niezwykłego. Tylko tak się zastanawiam, co w końcu...

Konnichiwa minna ;3

Watashi wa Alex. :3
To mój pierwszy blog, na którym będę zamieszczała opowiadania, przeróbki zdjęć, arty i inne tego typu rzeczy. :p
Pierwsze opowiadanie, które aktualnie piszę, będzie tutaj zamieszczane w częściach, ponieważ jest długie. xD
Powiem na początek tyle, że jest to opowiadanie o miłości między innymi, więc serdecznie zapraszam do czytania wszystkich, którzy taką tematykę lubią. :>
Nie mogę powiedzieć, kiedy dokładnie pojawi się pierwsza część, ponieważ nie zawsze mogę mieć dostęp do komputera lub czas, za co przepraszam ;__; .
Postaram się ją zamieścić jeszcze dziś. :>
Mam nadzieję, że gdy blog już się rozkręci, spodoba się Wam. :3